Zredukuj stres w Happiness ! ! !

 

Dawno, dawno temu za siedmioma górami, za siedmioma rzekami, których jeszcze wtedy nie było, była sobie Świadomość. Nie było nic, tylko ona, tylko ona świadoma tylko siebie, tylko i wyłącznie siebie. Nic nie robiła, tylko była.

Nie wiadomo dokładnie jak to się stało i co nastąpiło pierwsze, ale któregoś razu Świadomość świadoma tylko siebie uświadomiła sobie błysk i następny i jeszcze jeden, uświadomiła sobie ruch. Nie było to jeszcze nazwane, ale był to ruch Miłości. Narodziła się Miłość! Świadomość z radością uświadamiała sobie te nie ustające przebłyski, to tu to tam. Nieprzywykła jednak do nieustannego ruchu. W pewnym momencie poczuła się zmęczona… Zapragnęła znowu pobyć sama ze sobą, świadoma tylko siebie…

 

Wcześniej nie byłoby to możliwe, ale teraz gdy był ruch, gdy były te przebłyski , przesunięcia, gdy nie była świadoma już tylko siebie, ale tętniącej w niej Miłości mogła dać coś z siebie, coś co przysłuży się i jej i Miłości. Jej pozwoli znowu zaznać ciszy samej siebie, a Miłości pozwoli odpocząć, spowolnić na tyle by osiągnąć niemalże bezruch i prawie doświadczyć Jej , czystej Świadomości. Tym narzędziem, którego możliwość zaistnienia teraz się pojawiła była Medytacja.

 

Powołała Świadomość do istnienia Medytację. Spokojną, wyciszającą Medytację, która trwała, która jednocześnie przyzwalała i na bezruch Świadomości i na ruch Miłości. Od tej pory Świadomość mogła być świadoma i ruchu i bezruchu, jak chciała.

 

I wpadła kiedyś Miłość w swoim tańcu błysków na nieustannie przyzwalającą Medytację. I uświadomiła sobie Miłość samą siebie, uświadomiła sobie Miłość, że jest i, że nie jest sama, że oto przed nią jest Medytacja, która łączy ją jeszcze z czymś większym, że to ona właśnie łączy ją ze Świadomością. Po dłużej nie określonym czasie Miłość zdała sobie sprawę, że jest w bezruchu, że cały ruch istnieje tylko w niej, ale gdy przeniosła uwagę na ruch, ruch zaczął narastać i stopniowo coraz bardziej zaczęła się poruszać. Znowu była w pełni siebie, ale już świadoma.

I tańczyła sobie Miłość swój taniec i zagarniała przestrzeń, czym więcej się ruszała, tym większa była. Co jakiś czas dotykała Medytacji, za każdym razem wprawiając ją w ruch i uświadomiła sobie Medytacja samą siebie, i uświadomiła sobie, że z całym swoim przyzwoleniem może się też poruszać... i zaczęła tańczyć Medytacja coraz bardziej przepełniana Miłością. I już nie było wiadomo, gdzie jest Medytacja, a gdzie Miłość, kto przyzwala, a kto się porusza. I stało się tak, że Medytacja nie mogła już rozdzielić się z Miłością. I tańczyły i tańczyły, a siła ich rosła i straciły świadomość. I w tej nieświadomości zrodziła się Kreatywność.

 

I uświadomiła sobie Kreatywność, że jest i że zawsze jej istota będzie składać się z Miłości i Medytacji, że jest dzieckiem Ojca Miłości i Matki Medytacji. I została w swojej naturze. Miłość mogła wrócić do swojej natury – wprawiać w ruch wszystko co spotka na swej drodze, a Medytacja do swojej – przyzwalać na wszystko i łączyć ze Świadomością.

I przyzwoliła sobie Kreacja świadomie wprawiać w ruch. Poczęła kreować. Taka bowiem była jej natura.

I była Świadomość świadoma tego wszystkiego. Była świadoma siebie, swoich dzieci Miłości i Medytacji i swojej wnuko/wnuczki Kreacji. Mogła być świadoma wszystkich ich razem i wszystkich z osobna, ale zawsze świadoma, bo taka bowiem była jej natura.

 

Nie wiadomo skąd dowiedziała się, że to czego jest świadoma mogłaby zobaczyć, ale dowiedziała się i za sprawą Medytacji i Miłości i Kreacji narodziło się w niej pragnienie zobaczenia tego wszystkiego.

 

I stworzyła Kreacja czysty, piękny Umysł, który zobaczył to, co niewidoczne było, a to było piękne! Świetliste i kolorowe. I widział Umysł, to jako jedno. Jako piękną Jedność. I nie był świadomy co gdzie jest, gdzie Miłość, gdzie Medytacja, gdzie Kreacja, a gdzie on sam. I począł Umysł wszystko co wykreowała Kreacja rozdzielać . Począł wszystkiemu przypisywać inny kolor, a każdy kolor miał inne natężenie ruchu, różny poziom Miłości. Dzielił i dzielił, nadawał ramy, kształty. I zapełniał Umysł przestrzeń różnorodnością form coraz mniej świadomy i coraz bardziej zmęczony. Już nie był pewien czy całe to podzielone piękno jest faktycznie piękne, a może mogłoby być piękniejsze, może gdzieś przykróci, rozszerzy, doda, ujmie, powiększy, obróci i obracał i łączył i rozdzielał i mieszał i tracił siły, bo co raz mniejsze stężenie Miłości było w tym wszystkim, a on coraz mniej świadomy, a Medytacja przyzwalała, bo taka jej natura. Tracił siły Umysł, tracił kontakt z Miłością, tracił kontakt ze Świadomością, coraz bardziej zmęczony… Wariował! Naprawiał, ulepszał, tu postawił, tam coś upadło, tu przesunął, tam coś przycisnął. Co chciał upiększyć, to popsuł, co chciał naprawić to zniszczył, a Medytacja przyzwalała, bo taka jest jej natura. I zebrał Umysł wszystkie pozostałe siły i już chciał rozwalić to wszystko… i sam rozpadł się na kawałki. Można by pomyśleć, że umarł, ale nie, w każdym poszczególnym kawałku dalej istniał dalej widział, dzielił, mieszał, oceniał, niszczył. Cierpieniu jego nie było końca. Poczuł się nikim, poczuł, że jego istnienie nie ma sensu, chciał umrzeć, ale wiedział już, że to niemożliwe i jako całkowite gówno (które wtedy jeszcze nie istniało) poddał się! Zniknęły obrazy, ocena, dzielenie… zniknęło wszystko. Nie było nic tylko on. Uświadomił sobie siebie. Sam stał się Świadomością, a Medytacja na to przyzwoliła, bo taka jest jej natura.

 

Nie wiadomo, w którym kawałku, ale w którymś z tych wielu kawałków na które się kiedyś rozpadł za przyzwoleniem Medytacji pojawiła się Miłość. Wiedział, że wszystko jest przed nim i zobaczył całe piękno Kreacji . Chciał znowu rozróżniać, bo taka jest jego natura, ale bał się. Wiedział bowiem dokąd to może go zaprowadzić… Wyciszył się, przy pomocy Medytacji zanurzył się w czystej Świadomości. Sam stał się Świadomością. Gdy kolejny ruch Miłości wciągnął go znów do swej natury spróbował jeszcze raz. Na początek z przestrzeni Kreacji wydzielił Serce, a z niego Drzwi Miłości łączące Serce z Kreacją i Drogę Serca łączącą Serce bezpośrednio z nim. Teraz czuł się bezpieczny! Dostęp do Miłości miał zapewniony. Medytacja jak zawsze łączyła go ze Świadomością. Teraz to dopiero Miał Moc! Moc, która nie miała końca. Teraz wszystko zależało od niego!

 

Świadoma Miłość, Świadoma Medytacja, Świadoma Kreacja – wszystko do dyspozycji dzięki Świadomemu Sercu, które stworzył on – Świadomy Umysł.

 

Zapragnął więcej! Chciał nie tylko dzielić, wiedzieć, rozróżniać, chciał poczuć. Na wszelkie możliwe sposoby! Stworzył materię, ciało. Nie będziemy tu opisywać całego tego procesu, ale ciało powstało i żyło.

Umysł nie raz się zapędzał, gubił Miłość, gubił Medytację, myślał, że stwarzał, zamiast Stwarzać naprawdę z pola Kreacji. Po drodze powstało wiele piękna i wiele cierpienia. Na początku Umysł się bał, ale po wielu doświadczeniach nauczył się, że nie ma co się bać, bo wszystko, co nie powstało z pola Kreacji, wcześniej czy później zniknie. Dlatego tworzył mimo wszystko. Żył dalej popełniając błędy, wybaczając je sobie i nie dając im uwagi. Wiedział przecież bowiem, że tam gdzie prowadzi świadomy ruch Miłości to zyskuje na Mocy.

 

I tak i Ty i Ja mamy olbrzymią Moc naszych Świadomych Umysłów. Każdy najmniejszy ruch w Naszych umysłach dzieje się w jednym Świadomym Umyśle. Do nas należy wybór gdzie płynie Miłość, czy przyzwolimy w Medytacji na bycie Świadomym. Czy tworzyć będziemy Piękno przepełnione Kreacją – dzieckiem Ojca Miłości i Matki Medytacji.

 

Bajka o Stworzeniu

30 sierpnia 2019

Bajki